Facet na zakupach, czyli zwiedzania ciąg dalszy... - tomografia kawy
Top
Facet na zakupach, czyli zwiedzania ciąg dalszy... - tomografia kawy
fade
4116
post-template-default,single,single-post,postid-4116,single-format-standard,eltd-core-1.0,flow-ver-1.3.1,,eltd-smooth-page-transitions,ajax,eltd-blog-installed,page-template-blog-standard,eltd-header-standard,eltd-sticky-header-on-scroll-down-up,eltd-default-mobile-header,eltd-sticky-up-mobile-header,eltd-dropdown-default,wpb-js-composer js-comp-ver-4.12,vc_responsive

Facet na zakupach, czyli zwiedzania ciąg dalszy…

Facet na zakupach, czyli zwiedzania ciąg dalszy…

Ostatnimi czasy mąż był chory, zalegał w domu, więc jego tradycyjne domowe zajęcie czyli zakupy przejęłam ja. Mniejsza o większość, mąż wyzdrowiał a we mnie znowu zaczyna się gotować krew. Facet na zakupach, mój facet to zwiedzanie i spędzanie w sklepie godziny zamiast 15 minut. Poszedł ponad godzinę temu, ja uśpiłam dziecia, a ona miał kupić produkty do pizzy, którą zamierza tworzyć na obiad.

Pizza to jego specjalność

Właściwie wyłączna, bo więcej nie gotuje 😉 Może i dobrze! Fajnie jest co prawda zjeść coś co ktoś ugotuje, tym bardziej smacznie – niż samemu wiecznie w garach tonąć… Ale syf jaki zostawia po sobie w kuchni sprawia, że wolę go do gotowania nie gonić 🙂 Doczekać się uprzątnięcia go to kolejna poetycka fikcja. Niech więc nie gotuje, niech więc syfu w kuchni nie robi. No cóż, wracając do sedna: PIZZA.

Facet na zakupach

Naiwna ja liczyłam, że uśpię Małą, a ten szybko wróci – zrobi zaczyn drożdżowy, który swoje odstać musi, ciasto też wyrobione stoi u nas zwykle koło godziny… Naiwna jak już wspomniałam. Dzieć śpi, a chłop zwiedza. Bo kolejka… Wrócił nakupiwszy tonę niepotrzebnych na już rzeczy… Zaczął od mozolnego czytania proporcji żywych drożdży do zaczynu (czy jak to się tam nazywa)… Mała śpi zwykle koło godziny, minęło 40 minut, a drożdże rozpoczęły swoją pracę w garnuszku… Czyli do obiadu pozostało jeszcze jakieś 1,5h. Tata zasiadł na kanapie i siedzi zamiast kroić co ma do pokrojenia na ów pizzę… Aaaaaaa! Ratunku! Mała wstanie i zamiast dostać obiad, będzie rozglądać się za owocami itp bo przecież ciasto rośnie.

Nigdy nie pojmę męskiej logiki (logiki mojego męża) – wie, że czas goni i zamiast raz dwa załatwić to co na prawdę jest na już, to zwiedza i kupuje pierdoły, które można byłoby spokojnie zostawić na później. Wie, że dzieć będzie głodny, że je po spaniu – nie, no MAM CZAS! Główna dewiza faceta w naszym domu. Najlepsze, ze tyczy się to tylko spraw domowych… Tu spieszyć się nigdy nie spieszy 🙂 RATUNKU!!!!!!

Wiem, mam flegmatyka w domu i tyle. Nie, nie narzekam. To nie jest też krytyka. To moje niezrozumienie męskiej logiki, to wyraz tego niezrozumienia.

EDIT: Spytałam dlaczego nie kroi. Bo się zmęczył i musi odpocząć 😉 D: „przecież siedziałeś na krześle i patrzyłeś jak mikser urabiał ciasto”  P: „no i się zmęczyłem” 😀 Padłam!

Foto: Pexels.com

Dagmara
No Comments

Post a Comment