Jak pies z kotem... nic dodać nic ująć ;) - tomografia kawy
Top
Jak pies z kotem... nic dodać nic ująć ;) - tomografia kawy
fade
4108
post-template-default,single,single-post,postid-4108,single-format-standard,eltd-core-1.0,flow-ver-1.3.1,,eltd-smooth-page-transitions,ajax,eltd-blog-installed,page-template-blog-standard,eltd-header-standard,eltd-sticky-header-on-scroll-down-up,eltd-default-mobile-header,eltd-sticky-up-mobile-header,eltd-dropdown-default,wpb-js-composer js-comp-ver-4.12,vc_responsive

Jak pies z kotem… nic dodać nic ująć ;)

Jak pies z kotem… nic dodać nic ująć ;)

Mówi się, że „żyją jak pies z kotem„… No i szczerze mówiąc to nie wiem o co chodzi. Mieliśmy psa, 6 letniego beagla, czyli pies dorosły, dojrzały w sile wieku… Pies nasz nie toleruje kotów. Niech no ujrzy tylko jakiegoś na dworze – zadyma, demolka i wióry lecą!

Jak pies z kotem

Zaadoptowaliśmy dwie kotki… cisza cisza i pochowaliśmy kotki w ogródku… Nie! Mało, że nie mamy ogródka to nasze dziewczyny mają się świetnie! Kotki przybyły do nas mając około 7 tygodni. Pies ów na początku warczał, skakał… co coś się ruszyło zadymę robił. Aż pewnego dnia, a raczej dużo szybciej niż czekałoby się do książkowego „pewnego dnia” pies zaakceptował nowe lokatorki 🙂 Czaiły się pierwszych kilka dni w pobliżu szafy unikając łaciatego giganta. Nie wiem tylko kto tu się bardziej bał 🙂 Bardzo łagodnie się to potoczyło, łagodniej niż się spodziewałam.

Odkąd kotki pojawiły się u nas minął niespełna rok. Rok minie 10 października. Jak widać na zdjęciach powyżej mają się dobrze, pies również 🙂 Kotki są dwie, to siostry, ale tylko jedna upodobała sobie psa do tego stopnia, że śpi z nim właściwie zawsze. Ta sama, która nie jest specjalnie człowiekolubna, miziasta i przytulasta… Ona zdecydowanie woli psa. Druga zaś, a raczej pierwsza… łasi się do naczelnych 🙂

Od zawsze byłam ja wielbicielem psów, koty były mi obce i nigdy nie pałałam do nich szczególną miłością. Aż pewnego dnia nie wiedzieć skąd pojawiło się pragnienie by w naszym domu zamieszkał kot. Mąż początkowo „nie miał nic przeciwko” by w rezultacie samemu dopominać się o wyprawę do Fundacji, z której adoptowaliśmy kotki 🙂 Teraz nie wyobrażam sobie naszego domu bez tych dwóch małych tornad 🙂 Cieszę się, że z nami są. A nasza córeczka wprost je uwielbia 🙂

Tak więc nie ma co się sugerować, „żyć jak pies z kotem” to nic innego jak żyć w symbiozie zbliżonej do tej, w której żyje brzoza i przepyszne kozaki 🙂

Dagmara
No Comments

Post a Comment

%d bloggers like this: