Matka wie najlepiej, bla bla bla... - tomografia kawy
Top
Matka wie najlepiej, bla bla bla... - tomografia kawy
fade
3998
post-template-default,single,single-post,postid-3998,single-format-standard,eltd-core-1.0,flow-ver-1.3.1,,eltd-smooth-page-transitions,ajax,eltd-blog-installed,page-template-blog-standard,eltd-header-standard,eltd-sticky-header-on-scroll-down-up,eltd-default-mobile-header,eltd-sticky-up-mobile-header,eltd-dropdown-default,wpb-js-composer js-comp-ver-4.12,vc_responsive

Matka wie najlepiej, bla bla bla…

Matka wie najlepiej, bla bla bla…

Czasem wydaje mi się, że wiem lepiej co jest dobre dla mojego dziecka. Lepiej niż ono samo, niż ona sama. No bo wiem, przecież matka wie najlepiej, przecież chcę jej dobra, znam zasady panujące na tym świecie. Znam fizjologię człowieka, anatomię, trochę mam pojęcie też o prawie medycznym i leczeniu wstrząsu anafilaktycznego, łał 😉 Dawkowanie leków reanimacyjnych będę pamiętała do śmierci, mimo, że od kilku lat nie pracuję już w zawodzie… Całkiem sporo wiem, zdecydowanie więcej niż ona, moja dwulatka.

Matka wie najlepiej co dobre dla jej dziecka

Wiem na przykład, że kiedy glut sięga od nosa po pięty warto najpierw oczyścić nos, a później zasysać cyca. No przecież to logiczne. Prawda? Dla mnie tak, dla innych dorosłych zapewne też. Ale dlaczego miałoby być to logiczne dla niej? Skąd ma wiedzieć? Bo ja tak mówię? Bo mama to guru i nie trzeba się przekonać samemu czy placek zdjęty z patelni jest gorący? A co się stanie, kiedy go dotknie? Umrze? Nie, to bezpieczne acz może być nieprzyjemne. Mały człowiek uczy się wszystkimi zmysłami, eksploruje i właściwie całe szczęście, że tak jest. Gdyby tak wierzyła na słowo we wszystko co jej powiem po co byłby cały ten rozwój i poznawanie świata? To by się wtedy nazywało programowanie racjami rodzica. I hasłem przewodnim rodzicielstwa tyłoby „bo tak„! 😀 Ja tak nie chcę. Moja Mała też nie 🙂 Czy mam zatem prawo forsować najmojszą rację w sytuacji kiedy nie idzie o życie i zdrowie?

A co jeśli Mały Człowiek mówi NIE…

Czasem staram się przeforsować swoje. Zupełnie bezsensu. Na szczęście zdarza się to bardzo rzadko. I nie, nie mówię tu o sytuacji zagrożenia życia lub zdrowia. Mówię o sytuacjach kiedy wydaje mi się, że muszę reagować bo… A na spokojnie, na chłodno, czasem z pomocą osoby trzeciej dochodzi do mnie, że moja interwencja była zbędna, mało tego – była zapalnikiem mega histerii. Te histerie to co prawda nowość, ale jednak. Tak, moje dziecko wie co dla niego dobre, wie czego chce, czego potrzebuje… a jeśli jeszcze nie wie co „dobre” jest – to takie sytuacje dają jej szansę nauczyć się tego. Dają, o ile na to pozwolę. Dziś nie pozwoliłam i źle mi z tego powodu. Kiedy wstanie z drzemki zapewne usłyszy moje „przepraszam…”. Usłyszała [dopisek] 🙂

Uczę się na błędach, dziś popełniłam błąd. Matka wie najlepiej powiecie… Gadanie! Wielu rzekłoby, że dobrze zrobiłam, bo wiem lepiej… Trochę nie tędy droga… Faktem jest, że kiedyś z pewnością przyjmie moją wersję. Kiedyś kiedy nauczy się, że tak jest zwyczajnie lepiej. A dziś, nic by się nie stało, gdyby zrobiła po swojemu.

Będę od dziś z pewnością bardziej uważna na siebie i swoje postrzeganie rzeczywistości. Mam momentami tendencję do przypisywania zbyt dużej wagi rzeczom błahym, które w dodatku mogą być zwyczajnie okazją do nauki. Nadwyrężyłam pojęcie „siły ochronnej”. Teraz to wiem. Żałuję.

A wieczorem, w identycznej sytuacji – nieidentyczna reakcja. Moja. Zaproponowałam kilka rozwiązań, przyjęła większość poza jednym. Problem rozwiązany na spokojnie, bez upierania się, bez warunków, bez najmojszej racji. A gdyby nie przyjęła oferty? Przyjęła i tego się trzymam 🙂

Myślę, że dałam dziś radę, mimo wpadki 🙂 Dobranoc 🙂

Dagmara
No Comments

Post a Comment