Nocnik w natarciu, czyli fizjologia raz! - tomografia kawy
Top
Nocnik w natarciu, czyli fizjologia raz! - tomografia kawy
fade
3763
post-template-default,single,single-post,postid-3763,single-format-standard,eltd-core-1.0,flow-ver-1.3.1,,eltd-smooth-page-transitions,ajax,eltd-blog-installed,page-template-blog-standard,eltd-header-standard,eltd-sticky-header-on-scroll-down-up,eltd-default-mobile-header,eltd-sticky-up-mobile-header,eltd-dropdown-default,wpb-js-composer js-comp-ver-4.12,vc_responsive

Nocnik w natarciu, czyli fizjologia raz!

Nocnik w natarciu, czyli fizjologia raz!

Nosiło mnie, nosiło… nie mogłam sobie całkowicie odpuścić. Wiem, że najmniej stresująca jest sytuacja, w której przychodzi do mnie dziecko i rzecze: mama ja już nie chcę pieluchy. Chciałam tak. Serio. Podążać za dzieckiem. Nie stresować. Nie udało mi się. Kiedy po raz kolejny zobaczyłam na placu zabaw maluszka młodszego od Mojej – bez pieluchy stwierdziłam, że szkoda lata żeby nie spróbować. Ciepło jest, można do woli siusiać na trawkę, a nawet mokre gatki krzywdy dziecku nie zrobią. Tak więc 29 lipca zdjęłam Małej pieluchę. Zakładam wyłącznie do spania – drzemka, noc. Nocnik rządzi.

Nocnik w natarciu

Mała od dłuższego czasu nie miała problemu z załatwianiem się na nocnik czy do sedesu. Pamiętam jak któregoś dnia przyszła za mną do ubikacji i pokazuje, że ona też chce to co ja. Szok! Posadziłam ją pędem na deskę, a ona siusia w najlepsze! No i niech mi ktoś powie, że dziecko nie uczy się przez naśladowanie! Drzwi do ubikacji zawsze były otwarte kiedy tam wędrowałam, zawsze tuptała za mną. Wiedziała do czego służy ów „fotel”. W końcu zapragnęła spróbować 🙂

Nakręciłam się wtedy jak dziki osioł, latałam i pytałam czy chce siusiu, że może pójdzie ze mną itp. Jakiś czas działało, ale przestało. Podjęłam nawet próbę majteczek w domu, ale to było bezsensu. Za wcześnie. Nie reagowała na wpadki, nawet ich nie zgłaszała. Jakoś po tym dałam sobie i jej spokój. Bywały dni kiedy proponowałam nocnik albo sedes, były takie, że nie przykładałam się do tego. Luz jednym słowem. Odpuściłam.

Nadejszło lato, myślałam, żeby spróbować znowu… no ale przecież ona nie woła, nie sygnalizuje – więc to bezsensu. Raz spotkałam na placu zabaw chłopca w jej wieku, bez pieluchy – odpieluchowany, nie zrezygnował sam. No nic, myślę sobie dalej na spokojnie „dam jej czas”… No ale ta dziewczynka 19-miesięczna, którą spotkałam ze 2 tygodnie temu przeważyła. Nie dało mi to spokoju. Staram się nie porównywać dzieci i ich umiejętności, ale zwyczajnie szkoda mi było nie spróbować. Pogadałam z mamą dziewczynki, podpytałam. Mała ma 23 miesiące – może się uda, pomyślałam, poczytałam i następnego dnia dawaj do boju.

Zdejmiemy pieluszkę

Mała była wniebowzięta kiedy pokazałam jej ze 4 pary majteczek i powiedziałam, żeby wybrała które chce założyć. Usłyszała, że teraz będzie miała majteczki zamiast pieluszki. Ucieszyła się, ale wielkiego wow nie było. Do czasu. Poprosiłam ją też, żeby wołała mnie jak będzie chciała siusiu albo kupkę. Pierwsze dni były lepsze niż kolejne, nie było wpadek – tyle, że latałam za Małą jak dziki osioł dopytując co raz czy chce siusiu. Robiła na nocnik, robiła do ubikacji, na trawkę. Szło fajnie. Kolejne dni już nie byłam tak uważna, albo po prostu życie mnie zweryfikowało. a to poszłam się kąpać i nie wyczaiłam momentu, a to coś innego mnie zajęło. No nic, zupełny spokój i tyle, wpadki mają prawo się zdarzać. No nic, spokój… i czekamy.

Na dworze było najfajniej, ależ miała radochę z siusiania na trawkę. Kilka dni wcześniej widziała jak jej nieco starsza koleżanka siusiała w ten sposób i oczu oderwać nie mogła. W międzyczasie wybrałyśmy się do sklepu dokupić majteczek, wybierała sobie wzory. Ależ radość.

A co do radości, nie pamiętam czy to tego samego dnia czy może następnego, ale zaraz zaczęła dumnie pokazywać, że ma majteczki, że nie ma pieluchy. A zapytana czy chce pieluszkę protestowała głośno. Tak więc sukces – pieluszki nie chciała, nawet do spania, ale tu przekonywałam ją skutecznie, że jeszcze troszkę trzeba zakładać.

No ale nie woła, nie sygnalizuje

We wtorek spotkałam na placu zabaw ów mamę i jej córeczkę. Jest przedszkolanką i opowiadała mi, że w przedszkolu właśnie w okresie letnim podejmują się odpieluchowania dzieciaczków około dwuletnich. Mówiła, że to najlepszy okres, że na spokojnie się udaje. Zapytana powiedziała, że dzieci zwykle zaczynają sygnalizować do max dwóch tygodni od rozpoczęcia akcji: precz z pieluchą 🙂

To była 12 doba bez pieluchy. No dobra, spokojnie. Każde dziecko jest inne, damy radę.

Późnym popołudniem przylatuje Mała i trzymając się za majteczki rzecze: „pfff pfff„! [tak nazywała siusianie i kupkę]… Umarłam! Dała znać, zawołała mnie – pokazała, że chce siusiu! Prawie się poryczałam ze wzruszenia 🙂 i przy okazji wyluzowałam. To było to! W środę poza tym kiedy pytałam ja bo widziałam, że coś się kroi sama z siebie zasygnalizowała trzy razy – w tym raz na spacerze z psem! O zgrozo, 14C i ulewa. Dzień bez wpadki 🙂

Na dobrej drodze

Mam świadomość, że to dopiero początek, że pewnie wiele jeszcze przed nami w tej materii. Ale… jesteśmy na dobrej drodze 🙂 Ja pytam, ona zaczęła sygnalizować – ihaaa! Mała z dumą zagląda do nocnika i pokazuje co zrobiła. Spodobało jej się na całego 🙂 Zadowolona wybiera majteczki i pokazuje, że nie ma już pieluchy. Sama mówi przed drzemką, że pieluszka tylko do spania. Niesamowite jak szybko to poszło. Oby tak dalej, trzymam kciuki.

Dwie znajome z mojej ulicy opowiadały na bieżąco jak ich dzieci same z dnia na dzień odrzuciły pieluchę. Oboje mieli dwa lata i kilka miesięcy. Czekałam i ja na ten moment. Nie doczekałam, zwyciężyła ciekawość „a może jednak się uda„… Cieszę się, że spróbowałyśmy. To była dobra decyzja. Te kilka dni nauczyło mnie, żeby częściej wrzucać na luz. Niby to wiedziałam a jednak byłam spięta. Sama sobie robiłam presję, żeby się udało, żebym złapała moment – jakby to jakiś konkurs był. Dzień ze zmniejszoną uwagą i sama do mnie przyszła. Jest dobrze. Luz. Damy radę.

Zdjęcie: ikea.pl

Dagmara
No Comments

Post a Comment

%d bloggers like this: