Spacer z psem, średnia siedem minut... - tomografia kawy
Top
Spacer z psem, średnia siedem minut... - tomografia kawy
fade
3820
post-template-default,single,single-post,postid-3820,single-format-standard,eltd-core-1.0,flow-ver-1.3.1,,eltd-smooth-page-transitions,ajax,eltd-blog-installed,page-template-blog-standard,eltd-header-standard,eltd-sticky-header-on-scroll-down-up,eltd-default-mobile-header,eltd-sticky-up-mobile-header,eltd-dropdown-default,wpb-js-composer js-comp-ver-4.12,vc_responsive

Spacer z psem, średnia siedem minut…

Spacer z psem, średnia siedem minut…

Mamy psa, bardziej co prawda ja go mam, no ale powiedzmy że mamy, będzie bardziej rodzinnie. Pies nasz to beagle, dokładniej powinnam powiedzieć, że to pies w typie beagle gdyż rodowodu on nie posiada. No nic, dla mnie to beagle i tyle. Pies, samiec. Psy, jak podejrzewam każdy człowiek wie, potrzebują – jak każde żywe stworzenie zaspokajać potrzeby fizjologiczne. No je pies, je jasne, że je. Pije, śpi i O MATKO i CÓRKO na spacer wyjść musi. Nasz musi, do kocich kuwet jakoś nie zagląda, więc chyba odpada opcja niewychodzenia. Nie zapominajmy o potrzebie ruchu, zabawy itp… Podobno psy tego też potrzebują. Tematem wpisu będzie spacer z psem. Konkretnym, naszym, beaglem.

Zanim pojawiła się Mała

Całkowicie i absolutnie psa ogarniałam ja. Pies przyszedł ze mną jako dobrodziejstwo inwentarza, zostaliśmy przysposobieni jako dwupak. Najpierw był pies, później napatoczył się mąż 😉 No taki nieszczęśliwy los męża, że był drugi 🙂 Cóż…  Jam człowiek lasu, uwielbiam spędzać tam czas – a, że pies towarzyszem rewelacyjnym, to miał ze mną dobrze. Spacer z psem to była codzienna przyjemność, nie przymus i nie katorga. Las był celem naszych spacerów praktycznie do dziewiątego miesiąca ciąży. Pies rano wychodził na 20-30 minutowy spacer, popołudniu zwykle jakiś las/dawny poligon itp. minimum godzina, półtorej. Wieczorem spacer podobny do porannego. Standard myślę. W dziewiątym miesiącu też latałam ale już bardziej po mieście, parkach, żeby być bliżej cywilizacji gdyby się zaczęło. Jakoś tydzień, może dwa przed terminem poprosiłam męża, żeby rano przed pracą wychodził z psem chociaż na chwilę, gdybym nagle musiała targnąć się na podróż do szpitala przynajmniej pies będzie wysikany. Oczywiście do czasu jak nie trafiłam na blok porodowy chodziłam z nim drugi raz po śniadaniu, na spokojnie, na te nasze 20-30 minut. Później popołudniu i wieczorem. Wieczorem często towarzyszył mi mąż, takie wspólne fajne spacery.

Noworodek w domu

Odkąd urodziła się Mała spacery z psem przejął mąż. Tzn. wychodzi z nim, bo spacerem tego nie nazwę. Zwykle, bo wiadomo, że wyjątki potwierdzają regułę. Nie będę wnikać w szczegóły rozmów/zadym na ten temat, bo musiałabym męża publicznie zrównać z ziemią. A nie na tym mi zależy. Na początku chodziliśmy razem, jak oboje byliśmy w domu. Później kiedy wrócił do pracy ja zajmowałam się głównie Małą. Jak tylko nieco ogarnęłam się w nowych realiach, starałam się brać i psa na spacery, nawet i do lasu. Dałam radę z gondolą i psem, niby czemu nie. Trochę nerwów było ale uszło.  Przyzwyczaiłam się. Pies przetrwał trudny okres, zadowolony zapewne nie był, ale dał radę. Teraz wychodzimy prawie codziennie, popołudniowy spacer jest właściwie nasz. No chyba, że Mała jest chora na tyle, że wychodzić nie możemy. Co odpukać zdarza się bardzo rzadko. Często jeździmy do lasu – Mała i ja uwielbiamy, pies to już nie wspomnę 🙂 Jak nie las, to chociaż półgodzinna rundka w okolicy.

Spacer z psem inaczej

Jest jednak człowiek, który na poranne załatwienie potrzeb fizjologicznych psa poświęca średnio 7 minut. Z zegarkiem w ręku, czasem 7 – czasem (jak np. dziś) 3 minuty! Z czego około dwie minuty to schody. Raz zegarek wskazał 10 minut. Dlaczego tak (w mojej opinii) krótko? Bo „pies węszy zamiast się załatwiać” … „bo tylko zżerać wszystko chce” … itp. itd. No ludzie, pies węszy! Hańba jak on śmie, pies myśliwski węszy! Widział kto węszącego psa o poranku?! Dziś i baaaaaaaaardzo często, bo: zaspał, codziennie zasypia. Budzik to poetycka fikcja, a kto na tym traci? Przede wszystkim pies, ale nie tylko – my również. Ale o budzikach może innym razem. W sumie nawet jakby nie zaspał i tak nie wyjdzie na dłużej, bo zwyczajnie uważa, że to w zupełności wystarczy. Psu wystarczy trzy razy na krzyż podnieść przysłowiową nogę po całej nocy, zważając na fakt, że na następny spacer wyjdzie za jakieś 8-9 godzin. No super. Tak, często wychodzę z psem koło południa, zwyczajnie mi go szkoda. W mojej opinii to totalnie bezsensu.

Żeby takie głupoty opowiadał człowiek małej inteligencji, nieświadomy, nie posiadający nigdy psa – to bym zrozumiała. Ten osobnik wg mnie bardzo inteligentny, ma już psa 4 lata.. i w oczy mówi mi, że moje postrzeganie potrzeb psa to gruba przesada. Że gdyby chciał to by się załatwiał, a nie węszył… Po prostu brak mi słów, zwyczajnie gdyby nie chodziło o mojego męża to epitetów by mi zabrakło. Bardzo staram się nie oceniać ludzi, ale nie potrafię przejść nad tym do porządku dziennego. Nie potrafię i nie chcę.

Nauka nie poszła w las

Jak byłam dzieckiem mieliśmy psa, jamnika. Kochana wredota 🙂 Mój najlepszy przyjaciel! Pamiętam jak dziś jak mama mówiła, że kiedy wychodzę na spacer z psem, to chodzę do momentu aż będzie „kropelkował”. Czyli ma być wysikany do „pustego” 🙂 Taką mam do dziś wizję spaceru z psem. Co prawda nie zawsze ją realizuję, ale zwracam uwagę na to w jakim stopniu ów potrzeby zaspokoił. Innego zdania jest mój mąż. No cóż, widać jest specem od psiej fizjologii, choć psa sam nigdy nie miał, takiego swojego. Ale wie. Pogratulować.

Może powinnam mu zakupić jakąś literaturę na ten temat? Albo chociaż linki w sieci wysłać? O TU na przykład napisali co to spacer z psem…

Masz psa to z nim wychodź

Owszem, pies jest mój, przybył ze mną. Ale jesteśmy małżeństwem i mamy pewne ustalenia. Skoro mąż zobowiązał się do spacerów z psem to powinien w mojej opinii z tym psem spacerować, a nie wychodzić na średnie 7 minut rano i dobre 20minut wieczorem z czego ponad połowę czasu pies spędza przywiązany pod sklepem w oczekiwaniu na pana. BEZ SEN SU!

Proszę bardzo, ogarnij wieczorem Małą a ja wyjdę na spacer z psem. Co usłyszę na takie słowa nawet jeśli mąż będzie w domu o tej porze? Zamykające się drzwi wyjściowe, z okrzykiem „to napisz mi co chcesz ze sklepu„! 😉 Podobnie bywa popołudniami, kiedy zdarzy się, że nie ogarnę psa z Małą. Wielkie halo bo chcę z nim wyjść ja. No wielbiciel się znalazł. PA RA NO JA!

Dlaczego piszę o tym publicznie, a nie wygarnę osobiście głównemu bohaterowi wpisu? Dlatego, że milion razy już to robiłam, milion razy obiecywał zmianę, milion razy był o to dym. Dlatego piszę, choć swoje rano też powiedziałam. Może naiwnie wierzę, że będzie mu głupio mając świadomość, że czytają to znajomi i cokolwiek w tej kwestii się zmieni. Choć to nie jedyna sprawa związana z psem, która wymaga zmiany w jego zachowaniu. Ale o tym innym razem. Szafkę posprzątał po wpisie o oczekiwaniu na cud… a wcześniej gadałam i prosiłam kilka miesięcy. Może… W sumie już się obraził, kiedy tylko powiedziałam o czym piszę, więc świadomość, że się ośmiesza ma. Tylko co z tego. Wielkie nic.

Ja?

Nie, nie jestem święta. W natłoku codzienności też potrafię być niefajna dla psa, ale nie, w kwestii spacerów nie mam sobie nic do zarzucenia. Kiedyś jak zapytałam, o czym właściwie miałabym pisać na blogu – usłyszałam: „pisz o mnie„! No to proszę, piszę… Kocham mojego męża, ale jego egoizm mnie powala, na same łopatki. Tyle.

Dagmara
No Comments

Post a Comment