Świerk kłujący po raz drugi... był :) - tomografia kawy
Top
Świerk kłujący po raz drugi... był :) - tomografia kawy
fade
4214
post-template-default,single,single-post,postid-4214,single-format-standard,eltd-core-1.0,flow-ver-1.3.1,,eltd-smooth-page-transitions,ajax,eltd-blog-installed,page-template-blog-standard,eltd-header-standard,eltd-sticky-header-on-scroll-down-up,eltd-default-mobile-header,eltd-sticky-up-mobile-header,eltd-dropdown-default,wpb-js-composer js-comp-ver-4.12,vc_responsive

Świerk kłujący po raz drugi… był :)

świerk kłujący

Świerk kłujący po raz drugi… był :)

Święta święta i wszędzie święta, taki los 🙂 Jam niewierząca. Grudniowe święta są dla mnie zatem czasem, w którym jesteśmy po prostu i aż razem. Męża na co dzień uraczyć w domu nie łatwo, a bynajmniej w stanie wskazującym na odstawienie komputera chociażby na godzinę ciągiem – no chyba że śpi 😉 Teraz jest na to szansa. Na to liczę, bo mi tęskno, zwyczajnie. Tak wybraliśmy, tak zdecydowaliśmy, trzeba zatem zacisnąć zęby i czekać na te kilka wspólnych dni. No ale nie o tym mowa… Świąt jako takich u nas w domu nie ma, ale choinka to tradycja – być musi. Tym bardziej, że jest Żuczek (aktualne samozwańczy Żuczek) 🙂 Żuczek drugi rok z rzędu cieszy się grudniową atrakcją pod postacią choinki 🙂 Świerk kłujący, bo nie mogło być inaczej 🙂 Wiki podaje, że inna jego nazwa to świerk srebrny – ja tam srebra na nim nie widzę 😉

Nasz doroczny świerk kłujący

… został ozdobiony światełkami, podobnie jak w zeszłym roku. Otrzymał trzy ręcznie robione łańcuchy z kolorowego papieru! Tworzyłam dzielnie razem z Żuczkiem 🙂 Przy trzecim zaczęła nieco narzekać na nudę, ale jakoś udało się go skończyć. Zeszłoroczne drzewko ubrane było wyłącznie w ledy 😉 No nic, mamy choinkę 🙂 Dlaczego akurat taką? Proste jak drut – byliśmy pewni, że to musi być akurat to drzewko. Obejrzyjcie sobie w necie filmiki co koty robią z choinkami, ozdobami itp. My mamy dwie kudłate sztuki, szalone – jak się rozkręcą to wióry lecą 😉 A ten cały świerk kłujący jest na prawdę kłujący! Igły jak igły, bez kija nie podchodź. Żuczek też zdążyła już zauważyć, że z tym drzewkiem nie ma co zadzierać 🙂 No nic, jest zatem piękny ubrany świerk!

Kochamy zwierzęta, na całego!

Więc ku naszej uciesze okazało się, że wraz z drzewkiem przygarnęliśmy do domu mrowisko. Tak, mrowisko! Najpierw Żuczek zaalarmowała mnie, że po podłodze łazi robal – patrzę mrówka. No nic, bywa. Później kolejna i kolejna… Siedzę i patrzę na ten cud natury, a tu światełko które leżało praktycznie na ziemi – mruga. Podchodzę, a to nie światełko mruga, tylko mrówka niosąca suchą igłę bawi się ze mną w puszczanie kaczuszek na ścianie! No tego to już było za dużo. Oczywiście żeby nie było, facet jak to facet, po powrocie do domu i wysłuchaniu mojej opowieści wyśmiał mnie. „Oj tam, nie wyjdą z doniczki … ile ich tam może być, bez przesady” itp itd. No jam człowiek lasu, ale mrówki w domu to nie koniecznie. Zajrzał w doniczkę… z telefonem latarką… zajrzał z jednej strony, zajrzał z drugiej i zwątpił. „Noooo faktycznie sporo ich tam” 😀

Tak więc mamy doroczny świerk kłujący, stoi i pachnie (prawdopodobnie pachnie), stoi i cieszy oko, świeci i cieszy oko – na balkonie 😀

Ku mej uciesze znalazłam jeszcze jedną mrówkę wędrowniczkę w łazience, czekam kolejnych 🙂

Żuczek się zdziwi jak się jutro o poranku teleportuje do pokoju, gdzie stała nasza choinka. No cóż 🙂

Dagmara
1 Comment
  • Dagmara

    A przepraszam, pomyliłam się – Żuczek cieszy się choinką trzeci rok z rzędu. Pierwszy bowiem był świerk chiński 🙂 i dwa ostatnie lata świerk kłujący!

    Grudzień 19, 2016 at 22:12