Ulubione zabawy dwulatki, mojej! - część 1 - tomografia kawy
Top
Ulubione zabawy dwulatki, mojej! - część 1 - tomografia kawy
fade
3664
post-template-default,single,single-post,postid-3664,single-format-standard,eltd-core-1.0,flow-ver-1.3.1,,eltd-smooth-page-transitions,ajax,eltd-blog-installed,page-template-blog-standard,eltd-header-standard,eltd-sticky-header-on-scroll-down-up,eltd-default-mobile-header,eltd-sticky-up-mobile-header,eltd-dropdown-default,wpb-js-composer js-comp-ver-4.12,vc_responsive

Ulubione zabawy dwulatki, mojej! – część 1

Ulubione zabawy dwulatki, mojej! – część 1

Czego potrzeba dziecku do szczęścia? Takiemu niespełna dwuletniemu? No ja wiem czego potrzeba mojej Małej! I zdecydowanie nie jest to wymyślna droga bajerancka zabawka. Ulubione zabawy dwulatki to takie, od których spora część rodziców swoje dzieci „odgradza”. Ja tego nie robię, jak mogłabym odmówić dziecku taaaaakiej frajdy!

Ulubione zabawy dwulatki

Zacznijmy od początku, plac zabaw – no pewnie – u nas furorę robi piaskownica i huśtawki, wszelkie. Koszyczki są super, można w nich huśtać malucha wysoko i jest to bezpieczne, bocianie gniazda już mniej, ale też kupa w nich radości. No ale wytłumaczcie mi dlaczego rodzice tak często zabraniają dzieciom, takim w wieku mojej, huśtać się na klasycznych huśtawkach? Takich zbudowanych z dwóch łańcuchów i „deseczki” do siedzenia? Moja huśtać się na takowej bardzo lubi, ale w sposób inny niż standardowo – kładzie się brzuszkiem, a ja okręcam ją kilka razy wokół osi i puszczam, by ta rozkręciła się sama 🙂 Tyyyyle frajdy! Nie wiem dlaczego „tak się huśtać nie wolno” – nawet starszym dzieciom, moja może, nie widzę w tym niczego złego wręcz przeciwnie. Przecież to dziecko wie co sprawia mu przyjemność, ono to wie najlepiej. Nie rozumiem też dlaczego nie wolno rozkręcać karuzeli biegając przy niej. Nie wolno też wchodzić po zjeżdżalni. Dzieci są takie kreatywne, plac zabaw jest przecież dla nich… dlaczego nie wolno? Toż stań i asekuruj malucha, a starszakowi daj się wyszaleć 🙂

No ale plac zabaw to nie wszystko, taki rasowy z furtką, pianką albo sztuczną trawą pod nogami. Moja wiecznie nalega na lepienie „baby” na ścieżce w lesie. Muszę w końcu zabrać kiedyś foremki, żeby sprawdziła czy się da i czy jej pragnienie da się zrealizować. Póki co ciągle gadam jak nakręcona, że nie mamy foremek albo że jest tu za mało piasku… Pewnie dałoby radę, trzeba sprawdzić!

Nietypowy plac zabaw

Dziś dziecię me czerpało przyjemność z szaleństwa na placu… budowy! A co! taczka z deszczówką świetnie nadaje się do chlapania – ileż frajdy! Co prawda marzeniem numer jeden było ów taczką pojeździć, no ale mokro więc kicha 😉 Góra piachu budowlanego (o ile tak nazywa się ów piasek) – nic tylko lepić! Lepiła bo i foremki były! Później spadł deszcz, można więc było do woli skakać w kałuży, kaloszki przypadkiem znalazły się w samochodzie 😉 Co tam jeszcze… Śruby! Nakrętki! No słuchajcie HIT! Mała na szczęście etap wkładania wszystkiego do buzi ma już za sobą. Te były spore, ale dla małego zjadacza mogłyby być niebezpieczne. Ustawiła z nich autobus 🙂 Autobusy obok placu budowy też jeździły – więc sama radość!!! Na placu budowy są dziury, w ziemi takie – tam też była, głęboka ale można było z asystą wrzucać do niej śmieci, np. podeschnięte chwasty 🙂 Suporex znacie? Takie bloczki z gazobetonu. Czasem pękają albo zostają odpady. Taki kawałek bloczka świetnie nadaje się do skakania. Włazi Maluch na bloczek i dawaj stotysięcydwieścieczterdzieści razy 😉 Zabawa przednia, szczególnie w towarzystwie drugiego dziecka 🙂 To są wlaśnie ulubione zabawy dwulatki, mojej bynajmniej 🙂 Poza tym z placu budowy można pójść na spacer do pseudolasu i znaleźć tam pustą muszlę ślimaka, można dotykać wody w jeziorze i jeździć biegówką z górki która kiedyś będzie podjazdem 🙂 Ale o biegówce następnym razem, teraz lecę spać 🙂

Dagmara
No Comments

Post a Comment