Warszawskie ZOO, czyli kto rano wstaje... - tomografia kawy
Top
Warszawskie ZOO, czyli kto rano wstaje... - tomografia kawy
fade
3536
post-template-default,single,single-post,postid-3536,single-format-gallery,eltd-core-1.0,flow-ver-1.3.1,,eltd-smooth-page-transitions,ajax,eltd-blog-installed,page-template-blog-standard,eltd-header-standard,eltd-sticky-header-on-scroll-down-up,eltd-default-mobile-header,eltd-sticky-up-mobile-header,eltd-dropdown-default,wpb-js-composer js-comp-ver-4.12,vc_responsive

Warszawskie ZOO, czyli kto rano wstaje…

Warszawskie ZOO, czyli kto rano wstaje…

Warszawskie ZOO, bo i nim mowa… Ano tak, kto rano wstaje – ten nie stoi! Mało tego, ten chodzi albo biega… za dzieckiem! Niedzielny poranek rozpoczęliśmy od wyprawy do ZOO! Obiecałam Małej zwierzątka jak tylko zrobi się sprzyjająca pogoda – słowa więc dotrzymałam! Pobudka o 7 i heja przygodo! zwierząty czekają!

Od Mostu Gdańskiego

Zadziwia mnie owo wejście do ZOO, a dokładniej to nie samo wejście a raczej brak parkingu w pobliżu. Owszem parking jest ale opisany i oznakowany jako parking dla autokarów z wycieczkami do zoo. No a człowiek, który komunikacją nie przyjedzie, to gdzie ma zostawić auto? My mieliśmy szczęście, albo raczej nieco rozumu bo byliśmy tam kilka minut po godzinie 9, więc przy drodze były jeszcze miejsca. Poza kilkunastoma takimi miejsc parkingowych dla samochodów osobowych brak. No nic, nam się udało, podobnie z parkingiem jak i z kolejką do kasy. Kilka osób przed nami, może z 10 max. Sekund pięć i byliśmy po drugiej stronie ogrodzenia 🙂

Hipopotamiarnia

I wszystko jasne, Mała doznała olśnienia i mogłaby w ów miejscu zakończyć wycieczkę lokując się na jednym z plastikowych foteli. Ryby, które pływały w przeszklonym „akwarium” spełniły – wydawać się mogło – jej oczekiwania odnośnie zwierzątek, które miała zobaczyć. To był hit! Jak robią ryby, pokazywała naśladowała – była zachwycona. Kto był ten wie, że ów rybki to istne giganty, więc Dzieć miał niezłą frajdę. Ja po pewnym czasie mniejszą, chciałam pokazać jej zwierzątka a ta ni ni ruszyć się nie chciała, rybki i wszystko jasne… No ale.. Udało się!

Kierunek zwiedzania

Takie pojęcie nie istniało podczas naszej wycieczki 🙂 Warszawskie ZOO to – śmiem twierdzić – kolosik. Co prawda nie mam dużego porównania, zwiedziłam poza nim jeszcze tylko ZOO w Opolu i jako siedmiolatka ZOO we Wrocławiu. Z Wrocławia nie pamiętam nic, opolskie jest zdecydowanie mniejsze. Ale szczerze mówiąc mam wrażenie, że przez swą kameralność przyjemniej się je zwiedza, bynajmniej z małym dzieckiem. I co najważniejsze – w Opolu są biletomaty, nie musi człowiek stać w kolejce do kasy tylko pyk kupuje bilet w automacie i 10x szybciej znajduje się w środku!

Tak więc zwiedzaliśmy owo warszawskie zoo, to tu to tam, to lew, to gepard to tygrys… Małpki, foki, hipcie, nosorożce – wieeeelka żyrafa, a raczej żyrafy 🙂 A propos żyraf to zawsze kiedy na nie patrzę mam poczucie, że jakieś małe są. Po obejrzeniu chociażby jednego filmu na Discovery, mam wrażenie, że to ogromne zwierzęta, a tu zonk – wcale takie duże nie są. 🙂 Słonie podobnie, może gdyby stanął przy nich człowiek robiłyby większe wrażenie. No nic, są jakie są – Mała była zachwycona, a tym które mniej jej się podobały machała ochoczo i wołała PA PA!

Niedźwiedź polarny

A dokładniej dwa! Te to dały popis – dla mnie właściwie wycieczka do zoo mogłaby się rozpocząć i zakończyć przy stanowisku z misiami polarnymi! Byłam tam już kilka razy ale po raz pierwszy misie dały taki popis, że sama stałam osłupiała! Zabawa na wybiegu na całego! Skakały na siebie, okładały się łapami, zapasy w wodzie – normalnie pokaz! Oczywiście mąż zrobił milion zdjęć 😛 Mała zachwycona, odejść od misiów nie chciała – spędziliśmy tam dobre kilkanaście minut. Dla mnie super!

Warszawskie ZOO

Śmiem twierdzić, że najfajniejsze dla Małej były rybki z hipopotamiarium oraz niedźwiedzie polarne ale… Tylko i wyłącznie patrząc na zwierzęta na wybiegach, bowiem głaskała jeszcze kozy, owce i osiołka przy placu zabaw i myślę, że to był strzał w dziesiątkę. Mała to jednoosobowy fanklub osiołków! No za uszkiem głaskała! Wiecie co to znaczy?! HIT! do tego nie oszukujmy się, zwierzęta zwierzętami ale i tu w Warszawie jak i w maju w Opolu w ZOO najważniejszy i najdłużej oblegany był PLAC ZABAW! Tak tak tak! Nasze dziecko nie potrzebuje wyszukanych zwierząt wprost z dżungli, jej do szczęścia wystarczy plac zabaw i nasze pospolite osiołki i kózki 🙂 Myślę, że na tym etapie wakacje w gospodarstwie agroturystycznym byłyby strzałem w dziesiątkę.

A my, my delektowaliśmy się przepyszną kawą za 9zł, która warta byłaby i dwukrotności tej ceny! Ja co prawda delektowałam się w biegu, ale jednak. Dawno nie piłam tak pysznej kawy!

Wniosek

Jeden i podstawowy – kto rano wstaje ten nie stoi w GIGANTYCZNEJ kolejce do kasy, ma gdzie zaparkować i może zobaczyć zwierząty bez asysty miliona osób wokół 😉 Wiem wiem, wakacje, niedziela, kawałek słońca pierwszy raz od kilku ładnych dni – no ale, skoro można bez tych atrakcji, to ja wolę się nie wyspać. Nawet mój wiecznie zaspany mąż uznał, że do ZOO tylko o poranku! Spędziliśmy w Ogrodzie 4 godziny, cudnie rodzinnie spędzony czas. Rzadko mamy szczęście dzielić takie chwile. Oby było ich jak najwięcej! A tłum ludzi jaki zobaczyliśmy po drugiej stronie bramy to był szok! Ja nie wiem ile oni musieli stać żeby wejść do środka, ale na pewno ze 2 godziny! Parking oznakowany jak ten dla autokarów zapełniony osobówkami, klaksony, nerwy – kierowcy zagotowani do czerwoności nie rozumiejący w dodatku, że po przejściu dla pieszych się chodzi a nie stoi autem i czeka na szczęście. Porażka. To samo przy drugim wejściu od ul. Ratuszowej – kolejka gigant, miejsc parkingowych brak. Także ten, kto rano wstaje… W dodatku obstawiam, że jakąś godzinę po naszym odjeździe lunął deszcz. Szczerze współczuję kolejkowiczom. I kropka.

A z ciekawostek dopowiem, że mąż zostawił na dachu samochodu radio – taki ręczniak dla krótkofalowców. Kiedy wróciliśmy z wycieczki radio leżało tam gdzie je położył. Nie, nie jeździmy dostawczakiem, zwykłą osobówką. Tłum ludzi i nikt się do niego nie uśmiechnął. Cieszy mnie ludzka uczciwość, bo nie sądzę, że nikt go nie zauważył. Miłe zakończenie wycieczki 🙂

Warszawskie ZOO z małym dzieckiem – TAK!

Zdjęcia na początku posta – najedź myszką na obrazek z surykatką a pojawią się przyciski nawigacyjne – kliknięcie pokaże kolejne zdjęcie. Taka sytuacja 🙂

fotki by Piotr

Dagmara
No Comments

Post a Comment