ZARAZ... czyli w oczekiwaniu na cud! - tomografia kawy
Top
ZARAZ... czyli w oczekiwaniu na cud! - tomografia kawy
fade
3810
post-template-default,single,single-post,postid-3810,single-format-standard,eltd-core-1.0,flow-ver-1.3.1,,eltd-smooth-page-transitions,ajax,eltd-blog-installed,page-template-blog-standard,eltd-header-standard,eltd-sticky-header-on-scroll-down-up,eltd-default-mobile-header,eltd-sticky-up-mobile-header,eltd-dropdown-default,wpb-js-composer js-comp-ver-4.12,vc_responsive

ZARAZ… czyli w oczekiwaniu na cud!

ZARAZ… czyli w oczekiwaniu na cud!

Podobno nie każda żona ma zaszczyt oczekiwać na wykonanie drobnych prac domowych miesiącami. Ja tego zaszczytu dostąpiłam, właściwie nieustannie słyszę „zaraz” … i czekam. Dopominam się, domagam, proszę, żądam, nawet się czasem odgrażam (ech gdzie tu język żyrafy)… kolejność przypadkowa. Nic. Syfon w zlewie jak przeciekał, tak przecieka. Szafka z jego rzeczami jak wysypywała się na głowę podczas otwierania szafy, tak się wysypuje nadal. Co tam, że kilka razy łapałam ów rzeczy w locie tuż nad dziecka głową. On ma czas.

Zaraz – ulubione słowo mojego męża

Najlepsze jest to, że ów słowo tyczy się wyłącznie rzeczy, które są do zrobienia w ramach prac domowych. Zaraz wyjdzie z psem, zaraz posprząta kuwety, zaraz posprząta w szafce. Z definicji zaraz oznacza zrobienie czegoś „nie zwlekając, nie odkładając na później” – bynajmniej wg definicji Słownika Języka Polskiego. Dziś nastąpił cud, doczekałam się wymiany syfonu w zlewozmywaku w kuchni, na nic jednak moja radość – nowy syfon cieknie, a mąż uznał, że poczekamy i zobaczymy jak będzie. Stary zaszlamiony syfon postawił w misce w łazience „do wieczora”. Bo „nie wiadomo czy się nie przyda„!!! Nic, że dziecko już go prawie wysypało na podłogę… Czy tylko ja uważam, że jak się człowiek za coś bierze to powinien to skończyć, a nie zostawiać na później. Pomijam już teraz to całe oczekiwanie na cud – ale jak już zaczął… No ale – to chyba pozostanie w sferze marzeń.

To nie jest czepianie się

To są fakty. Chciałabym aby rzeczy, które w domu należą do niego były po prostu robione. Żeby awarie były usuwane na bieżąco, żeby puste butelki po wodzie nie walały się przy kanapie przez kilka dni, do czasu aż dosolę jakimś wrednym tekstem. Żeby chociaż szanował moją pracę nie robiąc wszędzie syfu. Tutaj jest po prostu perfekcjonistą. Gdzie się nie pojawi zostawia śmietnik. Byście wiedzieli ile walczyłam, żeby ogarnął swój plecak. Po wywaleniu zeń śmieci okazało się, że jest prawie pusty – a nabity był do granic wytrzymałości zamka. No cóż.

Zrób sama

Najłatwiej i najszybciej byłoby po prostu nie czekać tylko zrobić samemu. No ale… nawet gdybym już odpuściła i zrobiła sama fochem by strzelił, że on by przecież zrobił, że mam zostawić, że to że tamto. Albo zacietrzewić się i zostawić i czekać… ale to w naszym przypadku oznaczałoby to na 100%, że ów rzecz nie zostałaby zrobiona nigdy. A już tym bardziej sprzątanie. Mój mąż to egzemplarz oporny na syf. Oczekiwanie, że posprząta coś bo jest porozwalane (czy sam porozwalał, czy dziecko) to poetycka fikcja. Ominie, przydepnie a nie podniesie. Nigdy! Próbowałam tej techniki. I zwykle wtedy niezapowiedzianie wpadali goście… Taaaa…

Nie jestem pedantką, daleko mi do tego – ale w sytuacji kiedy woda leje się do szafki z syfonu nie powiedziałabym „zaraz”! Tak właśnie się niszczy się sprzęty, tak marnuje się pieniądze. Wkurza mnie to. I tyle.

Dagmara
No Comments

Post a Comment